VW Passat B5

Ostatni dupowóz jaki mi został do opisania jest najbardziej dupowozowatym dupowozem jaki można sobie wyobrazić, czyli srebrny Passat B5. No prawie, bo nie jest to TEN król całej wsi, nie jest w kombi i nie jest tdi. Moja wersja przerabia benzynę na 125KM w silniku 1.8 20V.
Nawet nie daję zdjęcia, bo sądzę, że każdy, absolutnie każdy, wie jak wygląda srebrny Passat.
I przyznam szczerze, że nie rozumiem fenomenu tego modelu. Siłą rzeczy porównuję go do wcześniej opisanej A4 B5 z tych samych lat modelowych, zresztą jeśli się nie mylę oba auta mają tę samą płytę podłogową. Kosztowały mnie też podobnie. O ile w Audi czasami budzi się we mnie stary instynkt ćwierćmilowca na światłach, tak w passerati wszelkie instynkty zostają skutecznie zabite wraz z trzaśnięciem drzwiami, a potem dla pewności dobite wraz z odpaleniem silnika.
Porównywać kultury pracy silników V6 i R4 nie ma sensu, ale spalanie już można i wychodzi na to, że Passat pali o litr więcej niż fałszóstka w Audi w dokładnie takich samych warunkach, na tej samej trasie, a podejrzewam, że nawet wolniej jechanej.
Skrzynia jest zestopniowana tragicznie, konkretnie piaty bieg, na autostradzie nie da się po prostu jechać z autostradową dozwoloną prędkością na najwyższym przełożeniu, bo silnik jęczy i wyje, podchodzi jakoś tak pod 4tyś obrotów przy tych nieszczęsnych 140km/h. Żeby było w miarę komfortowo trzeba jechać do 120km/h, ale ekonomicznie i tak nie jest.
Samo wykonanie, użyte materiały, komfort jazdy jest też mocno po stronie Audi. I to nie jest tak, że kupiłem zajechany egzemplarz i teraz blado wypada w takim zestawieniu, bo Passat też został kupiony od znajomego, jest w naprawdę świetnym stanie, ma połowę przebiegu Audi, z tego co tam grzebie to widzę, że poprzednik serwisował go na dobrych częściach, ale jednak w Audi jest ciszej, robi wrażenie bardziej zwartego, jak się wsiądzie w fotel to jest się takim bardziej otulonym całym tym wnętrzem, natomiast w Passacie czuję się jak na taborecie w kuchni i w dodatku przy oknie.
Z ciekawostek – w obu autach zmieniałem ostatnio filtr paliwa, jest dokładnie w tym samym miejscu przy podłodze, jest taki sam, ma takie samo mocowanie w postaci stalowej obejmy przykręcanej do podłogi, całość jest zasłonięta plastikową osłoną. W Audi nie było tam grama rdzy, w Passacie cała ta obejma i śruby były pordzewiałe. Wątpię, aby koncern vw/audi bawiłby się w robienie tych koszyczków z innych materiałów, ale jednak skądś się ta różnica bierze.
Z zalet – pomimo tego, że płyta podłogowa jest ta sama, to w Passacie jest sporo więcej miejsca z tyłu i z przodu chyba też, bo nie opuszczam łokciami przypadkowo szyb elektrycznych.
Z racji tego spalania pasztet został zagazowany i tu tez jestem zadowolony, bo spala tyle samo lpg co spalał benzyny, jedynie koło zapasowe zajmuje teraz pół bagażnika.
A skoro jesteśmy przy zapasie to mam taką cool story z cyklu „zostałem jeleniem drugi raz w tym roku”.
Kupiłem na OLX dojazdówkę do Passata, żeby zajmowało to koło nieszczęsne mniej bagażnika, wiecie rozumiecie, wózek musi jeszcze wchodzić. Pytałem czy na bank pasuje, prosiłem, żeby mi sprzedający pomierzył otwór centrujący, odpisał, że na pewno pasuje, zdjął ją z Passata więc musi pasować.
Zamówiłem.
I zgadnijcie czy pasuje.
A taki chooj!
Pomierzyłem i wyszło, że rozstaw jest 5×108 zamiast 5×112, a otwór centrujący jest sporo za duży. I teraz gadaj z debilem o zwrocie, jak on zdjął z Passata i wg niego musi być do Passata, ja próbowałem założyć na Passata i co prawda faktycznie się da (najlepiej na dach), ale śrub już dokręcić nie można, nie mówiąc o wycentrowaniu tego i jakiejkolwiek jeździe.
Także jakby komuś było potrzebne koło dojazdowe z Renault Espace to tanio oddam :D
Ale wracając do Passata i krótko (taa akurat) podsumowując – jak wspominałem nie rozumiem jego fenomenu, jest dokładnie po środku skali we wszystkich możliwych kategoriach jakimi oceniam dupowozy.
Jest duży i wygodny, ale miałem już większe i wygodniejsze, a przy tym starsze i tańsze, pali więcej niż się można spodziewać, jest głośniej niż się można spodziewać, jakimś mistrzem bezawaryjności też nie jest, wydaje mi się, że jak na swój wiek to ilość dotychczasowych usterek była w normie (w każdym razie mondeo na pewno nie przebije, ale nie jest też tak, że tylko „lać i jechać”).
Takie typowe narzędzie: wsiądź, dojedź do celu bez bólu pleców, wysiądź, zapomnij.
Przydatny, ale bez wzbudzania jakichkolwiek emocji jak nóż do obierania ziemniaków, jak mieszadło do kleju, jak szczotka do kibla jak… mógłym tak jeszcze długo, więc jak ktoś dobrnął do końca tego przydługiego wywodu o jednym z najbardziej nijakich samochodów jakie istnieją to gratuluję, tymczasowo nie planuję wymiany floty, więc to był ostatni odcinek serialu o moich dupowozach :)